Z Jackiem Pilchem, posłem i rzecznikiem ugrupowania Polska Jest Najważniejsza rozmawiał Piotr Filip
Przed kilkoma tygodniami przez wszystkie prawie media przetoczyła się dyskusja na temat sytuacji PJN i przyszłości ugrupowania. Czy tamte emocje już opadły, a z perspektywy posła i rzecznika prasowego można powiedzieć, że przyszedł czas normalnej pracy?
Normalna praca trwała i trwa przez cały czas, co nie zmienia faktu, że do momentu upublicznienia naszych list kandydatów do Parlamentu na pewno będą powtarzać się próby rozbicia partii. Ani Platformie Obywatelskiej, ani Prawu i Sprawiedliwości nie zależy na tym, abyśmy przetrwali. Przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo, komu odbierzemy głosy w wyborach. Tygodniowy spektakl medialny spowodował dwie rzeczy. Pierwsza z nich to wypromowanie nazwy - teraz już prawie każdy w Polsce wie, co to jest PJN. Druga to zwarcie szeregów w naszym klubie - udowodniliśmy, że nie pozwolimy się „rozebrać”, choć próby przekonania posłów do zmiany barw klubowych trwają nadal. Klub parlamentarny zszedł jednak obecnie na drugi plan. Od 4 czerwca istnieje partia mająca swoje władze i dwa tysiące członków. To jest podmiot, który może sobie stawiać cele polityczne i startować w wyborach.
Początkiem zamieszania był pierwszy zjazd partii, podczas którego wybrano nowe władze. Czy to był wybór przewidziany procedurą?
Rejestracji ugrupowania dokonały władze tymczasowe, które miały obowiązek doprowadzić do zjazdu partii. W skład władz tymczasowych wchodzili Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyliusz. Po zjeździe władze tymczasowe przestały istnieć. Szefem partii jest Paweł Kowal, zastępcami Elżbieta Jakubiak, Marek Migalski i Paweł Poncyliusz. Istnieje również Rada Krajowa. Joanna Kluzik-Rostkowska sama zaproponowała przyjęcie przywództwa Pawłowi Kowalowi, którego poparło 86% delegatów.
Czy europosłowi uda się kierować partią z Brukseli? Takie pytania również zadawano.
Ten argument padał w dyskusjach medialnych, ale w odpowiedzi należałoby zapytać Donalda Tuska, czy obowiązki premiera nie przeszkadzają mu kierować partią? Jarosław Kaczyński także dawał sobie radę łącząc funkcję premiera i prezesa partii. Jestem przekonany, że Paweł Kowal poradzi sobie także.
Pan w ostatnich dniach mianowany został rzecznikiem partii. To na własna prośbę, czy propozycję prezesa?
Decyzja zapadła na posiedzeniu klubu poselskiego. Rozmawiał ze mną wcześniej na ten temat również Paweł Kowal. Jestem rzecznikiem zarówno partii jak i klubu.
Jak członkowie i sympatycy partii odebrali odejście niektórych posłów do Platformy Obywatelskiej?
Ta decyzja została odebrana źle. Wychodząc z PiS nie robiliśmy tego po to, by przejść do Platformy. Mieliśmy świadomość ogromnego zagrożenia, że znajdziemy się na marginesie życia politycznego. Nie odeszliśmy jednak po to, by trafić na ciepłe miejsca na cudzych listach do sejmu. Chcemy tworzyć na polskiej scenie politycznej nową jakość. My nie atakujemy ludzi, atakujemy problemy. A problemów w Polsce nie brakuje. Nie ma znaczenia to, kto poprze nas w realizacji dobrych rozwiązań, sami też jesteśmy gotowi poprzeć dobre rozwiązania innych partii.
Kolejny krok to start w wyborach parlamentarnych?
Wkrótce będziemy mieli wstępne listy naszych kandydatów do parlamentu. Zaprosiliśmy do współpracy mniejsze podmioty polityczne oraz szerokie grono samorządowców. Struktury PJN istnieją w każdym województwie.
Jak chce prowadzić kampanie partia, która nie ma dotacji, nie ma majątku, dysponuje jedynie zasobami ludzkimi?
Kampania jest rzeczywiście dużym wyzwaniem. Chcąc wyrównać szanse wszystkich podmiotów politycznych zaproponowaliśmy kilka zmian w ordynacji wyborczej. Pierwsza to likwidacja finansowania partii politycznych. Nasi konkurenci nie zgodzili się na takie rozwiązanie, finansowanie partii zostało jedynie ograniczone. Kolejna kwestia to rezygnacja z płatnych spotów wyborczych. To udało się osiągnąć. Trzecia sprawa to ograniczenie powierzchni reklamowej. Nasz pomysł na kampanię to interakcja z ludźmi. Zarówno przez spotkania w terenie, jak i za pośrednictwem internetu.
Czy planujecie jakieś spektakularne wydarzenia również w Tarnowie?
Na pewno sporo będzie się w Tarnowie. Tutaj ma przecież swoje biuro prezes partii. Ja z kolei będę przygotowywał zarówno program dla naszego okręgu, jak i planował przebieg kampanii. Mogę powiedzieć, że będzie to zupełnie inna propozycja, niż do tej pory formułowali liderzy głównych partii politycznych. W Tarnowie ciągle wiele mówi się o tym, że miasto i region coś straciły, my chcemy pokazać nowe możliwości, uciec do przodu.
Problem w tym, że Polacy nie słuchają, ani nie czytają programów. Ważne jest kto więcej obieca, czasem kto lepiej wygląda. Rzeczywiście wierzy Pan w to, że argumenty programowe będą miały decydujące znaczenie w kampanii wyborczej?
Kioskarz, u którego kupuję gazety często namawia mnie na kupno tabloidów, aby, jak mówi, wiedzieć co naprawdę interesuje ludzi. Może jednak okazać, kryzys finansowy i obecna sytuacja wielu polskich rodzin zmusi ludzi do tego, by zainteresowali się tym, co proponują politycy. Chcemy oprzeć nasze działania na programie prorodzinnym, ale widzianym zupełnie inaczej niż opowiadano do tej pory. Obecnie rodzina widziana jest przez państwo dopiero wówczas gdy zaczyna mieć problemy, gdy potrzebuje pomocy. Chcemy odwrócenia tej sytuacji. Rodzinom należy pomagać w różnej formie dużo wcześniej. A argument, że nie ma to pieniędzy jest nieprawdziwy. Jeśli udało się wybudować „orliki” za dwa miliardy złotych, to na politykę prorodzinną wystarczy rocznie dużo mniejsza kwota. Młodzi Polacy nie powinni myśleć o tym, gdzie wyjechać, ale pozostawać w kraju i pracować w naszej gospodarce.
Dyskusja o rodzinie jest dzisiaj częścią większej debaty na temat np. związków partnerskich. Jakie jest państwa zdanie w tej ostatniej kwestii?
Nasze zdanie w sprawie związków partnerskich jest takie, że próbuje się ze sprawy trzecio, nawet czwartorzędnej wykreować kolejny temat zastępczy. To nie jest realny problem Polski i Polaków.
Czy istniej alternatywny plan w przypadku gdyby nie udało się wejść do parlamentu?
Jesteśmy przygotowani na długi marsz, czy może raczej trudną wspinaczkę, ale dziś koncentrujemy się przede wszystkim na jesiennych wyborach. Konstruujemy listy kandydatów, chcemy udowodnić tym wszystkim, którzy twierdzą, że nam się nie uda, iż nie mają racji. Pomiędzy wynikami sondaży, a rzeczywistością, którą spotykamy jeżdżąc w teren dostrzegam przepaść. Wszystko zweryfikują wybory.