Komedia to nie jest wyciskacz śmiechu

Rozmowa z Tadeuszem Łomnickim, aktorem Teatru Ludowego w Krakowie, laureatem nagrody indywidualnej podczas XIV Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii „Talia”
Co roku praktycznie Teatr Ludowy prezentuje spektakl podczas tarnowskiego festiwalu komedii, i zwykle przedstawienia te zdobywają nagrody. Czy to oznacza, że w Państwa zespole specyficznie podchodzicie do pracy nad komedią?
Należałoby przede wszystkim zweryfikować znaczenie słowa komedia. W repertuarze naszego teatru rzeczywiście jest sporo komedii, ale przyczyną takiego stanu rzeczy są: dobry repertuar, zdolni aktorzy i znakomici reżyserzy. Lubimy komedię i staramy się od początku, od doboru repertuaru, poprzez jego realizację, by nie traktować jej jako wyciskacz śmiechu. Podchodzimy do tego, jak do każdej innej pracy. Moim pierwszym komediowym doświadczeniem w Teatrze Ludowym była farsa, zatytułowana „Prywatna klinika” w reżyserii Jerzego Fedorowicza. Uznaliśmy, że sam tekst jest śmieszny, zawiera zabawne sytuacje i nie ma co go na siłę „uśmieszniać”. Człowiek znajduje się w jakichś emocjach, coś mu się w życiu przytrafia. Jeśli to jest „Makbet”, to mu się przytrafia nóż, jeśli jest bohaterem komedii, to mu się przytrafi laseczka. I jeden i drugi się przewróci. Jeden wywoła lawinę śmiechu, a drugi wykrwawi się na śmierć. To są konsekwencje dramaturgiczne. Szukamy przede wszystkim bohaterów, którzy są prawdziwi. W tym widzę praźródło sukcesów naszego teatru. Komedia ma być śmieszna, ma pozwolić widzowi na czas pobytu w teatrze zapomnieć o realnym świecie, ale nie o to chodzi, by publiczność długo się śmiała, ale po kwadransie nie potrafiła powiedzieć, o czym było przedstawienie.
Od dawna jest Pan członkiem zespołu Teatru Ludowego?
Od 1995 roku. Wcześniej, przez dwa lata po ukończeniu szkoły teatralnej pracowałem w nieistniejącym już Teatrze „Maszkaron”.
Przez całe życie jest Pan więc związany z Galicją.
Tak. Urodziłem się w Piwnicznej. Do szkoły średniej chodziłem w Nowym Sączu, studiowałem w Krakowie i tu cały czas pracuję. Niewiele brakowało, abym po ukończeniu szkoły teatralnej trafił do Szczecina, ale uznałem, że to trochę za daleko i kiedy pojawiła się szansa pozostanie w Krakowie wybrałem tę opcję. Dwa lata później miałem już prawie podpisaną umowę z teatrem w Łodzi. Kiedy jednak dyrektor Fedorowicz zaproponował mi pracę w swoim zespole, znów wybrałem Kraków. Kiedy po raz kolejny miałem się przeprowadzać, pojawiła się propozycja pracy w szkole teatralnej i jeszcze raz pozostałem w Krakowie. Za każdym razem życie stawia mnie w takiej sytuacji, że gdy otworzę jakieś drzwi, to widzę przed sobą Rynek w Krakowie.
A czy z Tarnowem ma Pan jakieś artystyczne konotacje?
Jedynie takie, że grałem tu już kilka przedstawień. Tarnów kojarzy mi się natomiast z pielgrzymkami na Jasną Górę, w których uczestniczyłem w latach osiemdziesiątych. Wyruszaliśmy zawsze z Tarnowa, jako stolicy diecezji.
Pan skończył szkołę teatralną na początku lat dziewięćdziesiątych. Widzi Pan różnicę pomiędzy pańskim rocznikiem, a obecnymi absolwentami PWST?
Widzę sporą różnicę, nie tylko ja, ale i osoby, z którymi zdarza mi się na ten temat rozmawiać. Nie chciałbym się jednak na ten temat wypowiadać, bo nie jestem zaangażowany w kształcenie studentów.
Kiedyś szkoła teatralna była główną przepustką do zawodu. Dziś aktorem można zostać bez szkoły teatralnej, występując np. w serialach, czy filmie. To dobry trend?
Uważam, że nie. Ja się bardzo cieszę, że mogę pracować w teatrze, i chciałbym w nim pracować jak najdłużej, bez względu na to, jak układałaby się moja kariera pozateatralna. Teatr jest dla aktora tym, czym szpital dla lekarza. Lekarze mogą praktykować w różnych miejscach, realizować się zawodowo, zarabiać nawet pieniądze, ale to właśnie dzięki szpitalowi mogą być w swoim zawodzie „na bieżąco”. Praca w teatrze daje aktorowi możliwość spotkania z interesującymi reżyserami, a przede wszystkim czas na osiągnięcie dobrego efektu. W Polsce z ekranów telewizyjnych i kinowych emanuje przede wszystkim widoczny gołym okiem brak czasu na przygotowanie do pracy. Bardziej nawet czasu, niż pieniędzy. Widzę czasem w polskich serialach aktorów, o których wiem, że są świetni, ale są w tej pracy bardzo przewidywalni. Słyszę od ludzi, którzy oglądają seriale, że im już mieszają się fabuły i postaci bohaterów. Bo aktorzy nie mają czasu, by budować postacie. Widziałam jednak w tym roku kilka polskich filmów kinowych, które dało się oglądać. Może to znak, że nadchodzą nowe czasy.
Wracając zaś do tematu szkoły aktorskiej – wiadomo, że szkoła nie nauczy aktorstwa, ale daje przygotowanie. Nie da się czytać książki, jeśli nie nauczyło się wcześniej czytać liter. Ważne jest też, że gdy wyjeżdżam do innych miast, czy pracuję w nowym zespole, szybciej jesteśmy w stanie znaleźć wspólny język z koleżankami i kolegami po szkole teatralnej. Łatwiej się współpracuje, bo podobnych rzeczy nas uczono.
Wróćmy do „Duetów”, przedstawienia, które prezentowaliście w tym roku w Tarnowie . Gdyby miał Pan namówić kogoś do obejrzenia tego spektaklu, co by Pan powiedział?
Nie wiem, od czego zacząć. Pewnie tak, że to są cztery małe spektakle. Można zobaczyć coś, co publiczność lubi – aktorów, którzy nagle w trakcie przedstawienia stają się innymi postaciami. Widz dostrzega, na ile jesteśmy sprawni zawodowo. Człowiek staje się nagle innym człowiekiem. To i zabawne i ciekawe. A poza tym nasz spektakl zawiera optymistyczną pointę.
Trudno nie zapytać na koniec - czy często jest Pan porównywany do swojego imiennika, Tadeusza Łomnickiego?
Odpowiem w ten sposób – gdy nadawano mi imię nie było w tym żadnych odniesień do osoby Tadeusza Łomnickiego. Przypuszczam, że moi rodzice nie wiedzieli nawet, że jest taki wielki polski aktor. Porównania, a czasem żarty rozpoczęły się w liceum. Później nazywać się Tadeusz Łomnicki i być aktorem, to była raczej kula u nogi niż powód do radości. Przez kilka lat starałem się z tym walczyć, później zrezygnowałem. Dziś, to chyba nawet smutne, coraz rzadziej słyszę o swoim wielkim imienniku. Po prostu – młodzi ludzie nie kojarzą już nazwiska Tadeusz Łomnicki.
Dziękuje za rozmowę.


19.10.2010
Twój komentarz:
Ankieta
Moje tegoroczne wakacje spędzę:
| | | |