Na lewicy następuje ewolucyjna zmiana pokoleniowa
Rozmowa z Grzegorzem Napieralskim, prezesem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Poparł Pan w Tarnowie Jakuba Kwaśnego jako kandydata na prezydenta miasta. Czy to oznacza, że Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie teraz stawiał na młodość?
Wielu młodych kandydatów w całej Polsce wystawiamy w najbliższych wyborach samorządowych. Na lewicy następuje zmiana pokoleniowa, ale jest to zmiana ewolucyjna. Jakub Kwaśny jest jedną z tych osób, która rozwija się w polityce bardzo dynamicznie. Jest kandydatem na prezydenta Tarnowa i to dobrze. Wiele osób mówiło mi, nawet podczas dzisiejszego spotkania, że „Kubie się chce”. To bardzo duża zaleta, oprócz oczywiście doświadczenia samorządowego.
Same chęci to jednak trochę mało, by zostać prezydentem miasta
Same chęci oczywiście nie wystarczą, dlatego mówię także o doświadczeniu. Proszę zwrócić uwagę, jak wcześnie Jakub Kwaśny rozpoczął polityczną aktywność. Dostrzegam taką tendencję w Europie – młodzi ludzie bardzo wcześnie wchodzą w politykę. W Polsce jest podobnie, bardzo wielu i coraz więcej młodych ludzi zostaje parlamentarzystami, szefami kancelarii, nawet ministrami. Tak samo jest w samorządzie, ale jeszcze raz powiem, że młody wiek i dobre chęci to nie jedyne zalety naszego kandydata w Tarnowie. Cztery lata temu Jakub Kwaśny pokazał, że potrafi być skuteczny – startował w wyborach do Rady Miejskiej, nie był pierwszy na liście kandydatów, a mimo to został radnym. Dzisiaj, kiedy czytamy jego sprawozdanie z czteroletniej pracy, widać, że doświadczenie samorządowe to kolejny atut. Jako radny spoglądał na miasto, na jego budżet nie od strony władzy, ale opozycji. Dlatego dokładnie wie co trzeba zrobić, aby Tarnów miał się lepiej.
Jeśli rozmawiamy o młodych kandydatach – czy żałuje Pan, że Bartosz Arłukowicz nie wystartuje w Szczecinie?
To jego decyzja. Nie chcę jej komentować, choć szczerze przyznam, że żałuje, iż nie wystartuje on w wyborach samorządowych, bo byłby dobrym prezydentem. Ja na jego
miejscu na pewno bym startował.
Mówił Pan, że lewica się zmienia, że musi odpowiadać na wyzwania nowych czasów. Na jakim etapie ten proces jest obecnie?
Sądzę, że największy kryzys jest już za nami. Trwa powolny ale systematyczny proces odbudowy partii, jej wizerunku, zmiany kadry, programu i sposobu rozłożenia akcentów. Świat się zmienia, my także musimy dostosować się do nowych realiów. Wynik w wyborach prezydenckich pokazał, że obraliśmy słuszną drogę, ale na pewno nie jest to droga ekspresowa.
Niedawno jeden z kandydatów Sojuszu powiedział, że jeśli zostanie prezydentem miasta zakończy z tradycją święcenia wszystkich miejskich obiektów. Czy to jest rzeczywisty problem?
Myślę, że granica, która dzieli sferę prywatną od spraw państwowych została w Polsce przekroczona i zamazana. Stało się tak przede wszystkim za sprawą polityków prawicy, którzy wykorzystywali hierarchów do celów politycznych. Pewne standardy zostały przekroczone. Obecnie – niestety - w wielu szkołach rok szkolny rozpoczyna się od mszy świętej. Tymczasem w gronie uczniów tych szkół są zarówno wierzący, jak i niewierzący, czy osoby innego wyznania niż rzymsko-katolickie.
Czy SLD zaproponuje formalnie wyprowadzenie religii ze szkół?
Najpierw chcemy na ten temat debatować, później składać propozycje. Chcemy, aby dokonano wcześniej uzgodnień, aby nie uczyniono z tego tematu kolejnej batalii politycznej. Rozmawiajmy, jesteśmy na taki dialog przygotowani, chcemy, by był to dialag na temat konkretnych propozycji. Martwi nas np., że lekcja religii nie jest ani na początku zajęć, ani na końcu, jest opłacana z budżetu państwa, co kosztuje pół miliarda złotych, a nie ma pieniędzy na wyposażenie pracowni komputerowych w szkołach. Konsekwentnie jako lewica na ten temat mówimy, a to co działo się w sprawie krzyża przed pałacem prezydenckim wręcz zmusza już do odbycia takiej rozmowy.
Czy czeka nas zatem społeczna kampania w stylu Tadeusza Boya-Żeleńskiego sprzed lat kilkudziesięciu?
Czy taka sama jak kilkadziesiąt lat temu – nie wiem. Ale na pewno społeczna debata nas czeka. Powinniśmy porozmawiać o sobie. O nas, o naszym wychowaniu, przygotowaniu do życia. Chcemy wrócić do pomysłu wprowadzenia do szkół wychowania seksualnego. Nie jestem przywiązany do tej nazwy, ale taka lekcja powinna się w programie znaleźć. Byłyby to zajęcia poświęcone nie tyle sprawom seksu, ile przygotowaniu do tego, co może młodego człowieka w życiu spotkać. Zajęcia prowadzone z psychologami, filozofami, etykami i także lekarzami.
Podczas otwartego spotkania w Tarnowie powiedział Pan, że w Europie pewne standardy nie podlegają debacie publicznej. Powinniśmy zazdrościć Europie?
Proszę zauważyć, że we Francji, Anglii, innych krajach Europy kwestie dotyczące religii nie są sprawą publiczną. Kto chce wierzyć – wierzy, kto chce chodzić do kościoła – chodzi. U nas Kościół stał się elementem polityki i debaty publicznej. Nie tylko ja o tym mówię, bo nawet posłowie Platformy Obywatelskiej, kreujący się na polityków nowoczesnych, piszą list do proboszczów, w którym apelują o poparcie dla siebie. Ten karykaturalny list pokazuje jak Kościół mocno wszedł do życia publicznego. To należy zmienić w Polsce.
Zakłada Pan zmianę również ustawy aborcyjnej?
Ta ustawa musi być zmieniona i wcale nie dlatego, że lewica o tym mówi. Dziś mamy w Polsce największe na świecie podziemie aborcyjne. Mamy choroby i zgony związane z nielegalnym przerywaniem ciąż. O tym nikt nie mówi. Istniejące obecnie rozwiązania ustawowe są często negowane także przez lekarzy.
A czy Pan jest człowiekiem religijnym?
Takich właśnie pytań chce uniknąć. O tym właśnie mówię, by nie zadawać politykom pytań typu: czy chodzi pan do kościoła, czy pośle pan dzieci na lekcje religii? Nas to w ogóle nie powinno interesować. Mnie nie interesuje, czy ktoś jest prawosławny, czy wyznania rzymsko-katolickiego, czy niewierzący.
Ubolewa Pan nad rozłamem w Prawie i Sprawiedliwości oraz zawieszeniem Elżbiety Jakubiak?
PiS to autonomiczna partia, więc robi co chce, natomiast sytuacja z panią Jakubiak mnie zaskoczyła. Nie widziałem w zachowaniach pani poseł żadnych agresywnych elementów, tak jak w przypadku posła Migalskiego. On był bardziej dosadny, a ponadto wypowiadał się na forach internetowych, a nie na posiedzeniach partii. Rozumiem, że w takiej sytuacji partia reaguje. Ale w przypadku pani Jakubiak jestem zdziwiony taką reakcją, choć jeszcze raz zastrzegam, że nie wnikam w wewnętrzne sprawy tej partii.
Panuje opinia, że w Polsce spór polityczny toczy się nie o coś, ale przeciw czemuś. Czy wspólna konferencja prasowa przedstawicieli SLD, PSL i PO nie wpisuje się w ten model prowadzenia sporów?
Nie. Nie zwoływaliśmy konferencji, to było krótkie oświadczenie. Dobrze, że partie coś takiego wspólnie organizują. Relacje międzynarodowe buduje się bardzo długo, szczególnie z sąsiadami, z którymi dzieli nas bardzo trudna historia. Tak jest w przypadku i Niemiec i Rosji. Każdy ma prawo wygłaszać swoje poglądy, ale poglądy te muszą być poparte dowodami, szczególnie jeśli mówi o relacjach między państwami. Stąd nasza reakcja. Jarosław Kaczyński może wypowiadać swoje poglądy, ale nie powinien formułować sądów, które są nieprawdziwe.
Ale o tym, że możemy w przyszłości stracić suwerenność mówi nie tylko Jarosław Kaczyński.
Stwierdzenie, że nie jesteśmy wobec Niemiec i Rosji suwerenni to słowa, które jednak przekraczają pewne granice debaty publicznej.
Wróćmy na koniec do spraw lokalnych. Przyjechał Pan obejrzeć tereny zniszczone podczas powodzi. Jak znalazł Pan Małopolską w kilka miesięcy po klęsce żywiołowej?
Problemy się powtarzają. Administracja państwowa, zwłaszcza sztaby odpowiedzialne za usuwanie skutków powodzi nie działają dobrze. Wiem, że do poszkodowanych trafiła pierwsza pomoc, ale są problemy z jej rozliczaniem, z udzielaniem kolejnych form pomocy, która nie przychodzi na czas. Stąd moja wizyta. Wielu polityków było bardzo aktywnych na terenach powodziowych. Teraz, kiedy nie ma tam już kamer i dziennikarzy, nie ma też polityków. Tymczasem osobom poszkodowanym potrzebna jest cały czas pomoc. Wielu z nich nie ma szans wrócić na zimę do swoich domów, pozbawieni są pomocy psychologa. Chcemy być wśród tych ludzi, pytać o ich problemy, przygotować bardzo szczegółowy raport, tak, by można było dokonać konkretnych zmian ustawowych.
10.09.2010