W piątek, 11 grudnia, w Regionalnym Centrum Kulturalno-Bibliotecznym w Brzesku, Marek Kołdras, dziennikarz, publicysta i regionalista, pokaże efekty swojej dwuletniej pracy nad obszernym opracowaniem historii regionu. W oczekiwaniu na premierę publikacji „Z dziejów Ziemi Brzeskiej”, na zachętę i dla zaostrzenia apetytu, prezentujemy jeden z jej rozdziałów w skróconej wersji.
Marek Kołdras, dziennikarz, publicysta, regionalista, scenarzysta i nauczyciel akademicki od lat zajmuje się historią, kulturą i dziedzictwem Małopolski, łącząc działalność dziennikarską z realizacją filmów dokumentalnych, audioprzewodników i projektów popularyzujących historię regionu. W piątek, 11 grudnia, w Regionalnym Centrum Kulturalno-Bibliotecznym w Brzesku odkryje tajemnice swojej najnowszej publikacji „Z dziejów Ziemi Brzeskiej”. Książka to rezultat blisko dwóch lat pracy nad obszernym opracowaniem, obejmującym 115 rozdziałów. Autor prowadzi czytelnika od najstarszych śladów obecności człowieka na tych ziemiach, przez średniowiecze, epokę nowożytną i burzliwe wydarzenia XIX i XX wieku, aż po współczesność. Obok wielkich wydarzeń historycznych pojawiają się losy mniej znanych bohaterów, codzienne życie mieszkańców, zapomniane miejsca i historie, które pozwalają spojrzeć na region z nowej perspektywy. Książka „Z dziejów Ziemi Brzeskiej” ukaże się nakładem wydawnictwa REGIS, a spotkanie w Brzesku będzie okazją do poznania kulis powstawania opracowania oraz części niezwykłych historii, które znalazły się na jego kartach.
W oczekiwaniu na premierę publikacji prezentujemy jeden z jej rozdziałów w skróconej wersji. Tym razem przenosimy się do XIV wieku, by poznać niezwykłe losy Spytka z Melsztyna – jednego z najpotężniejszych możnowładców Królestwa Polskiego, którego życie zakończyło się daleko od rodzinnych stron
Krzyż upadły nad Worsklą
Na kartach dziejów Ziemi Brzeskiej z rzadka goszczą postaci, które splatały lokalne losy z wydarzeniami o skali europejskiej. Jedną z nich był Spytek z Melsztyna – wojewoda krakowski, polityk i strateg. W czasach, gdy Brzesko jeszcze uczyło się swojego miejskiego rytmu, a rynek tętnił handlem piwem, suknem i solą, nad miastem unosił się cień potęgi jednego z najbogatszych magnatów Korony. Władca dóbr obejmujących Brzesko i okoliczne wsie, współtwórca unii z Litwą i uczestnik tragicznej wyprawy nad Worsklę w 1399 roku, wprowadził te ziemie w nurt historii większej, niż mogło się wydawać ówczesnym mieszkańcom.
Zaplecze ziemi i oręża
Aby zrozumieć znaczenie tej postaci w dziejach Ziemi Brzeskiej, należy cofnąć się o pokolenia, do czasów jego dziada – Spycimira Leliwity. Jako jeden z najbliższych doradców Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, zbudował on trwałe podstawy majątkowe rodu. Szczególne znaczenie miał klucz nad Uszwicą, obejmujący Porębę, Okocim, Jasień, Pomianową Wolę i Brzezowiec. W samym sercu tego kompleksu ulokowano miasto Brzesko. Właśnie te posiadłości przejął wnuk Spycimira, Spytek z Melsztyna. U schyłku XIV wieku stanowiły one jego zaplecze gospodarcze i militarne. Wojewoda krakowski był jednym z najpotężniejszych możnowładców swego czasu, a zarazem dyplomatą o politycznej wyobraźni. W 1385 roku, obok przedstawicieli rodu Tarnowskich, stanął w Krewie jako jeden z pełnomocników Królestwa Polskiego. Nie była to tylko formalność. W tej grze rozstrzygały się losy Jadwigi Andegaweńskiej i Jagiełły, a wraz z nimi przyszłość dwóch wielkich państw. Udział Spytka w zawarciu unii miał wymiar nie tylko prawny, lecz także symboliczny. Oto przedstawiciel małopolskiego możnowładztwa stawał się jednym z gwarantów politycznego porozumienia, które przeobraziło mapę Europy Środkowej.
Architekt wielkiej unii
Spytek należał do najważniejszych zwolenników związku Polski z Litwą. Rozumiał, że mariaż Jadwigi i Jagiełły nie był romansowym epizodem, lecz politycznym rachunkiem sił. Obok wojewody sandomierskiego Jana z Tarnowa znalazł się w ścisłym gronie osób, które w początkowym okresie rządów Jagiełły odgrywały rolę pierwszoplanową. Uznanie monarchy wynikało nie tylko z politycznej lojalności, ale również z konkretnych czynów. Wyprawa Jadwigi w 1387 roku doprowadziła do odzyskania Rusi Halickiej, a udział panów z Melsztyna i Tarnowa został sowicie wynagrodzony. Spytek otrzymał obwód samborski, a w 1395 roku Jagiełło nadał mu rozległe dobra na Zachodnim Podolu. Dokument królewski określał jego prawa do tej ziemi na zasadach porównywalnych z uprawnieniami książąt litewskich i ruskich. Gesty dworskiej łaski miały też wymiar bardziej przyziemny. Według przekazu Jana Długosza, Spytek, za towarzyszenie Jagielle w jego pierwszej podróży do Polski i wierną służbę, otrzymał niezwykły podarunek – sandały zdobione złotem, perłami i drogimi kamieniami. Ten barwny szczegół, brzmiący jak anegdota z królewskiego dworu, stał się symbolem szczególnego zaufania, jakim monarcha darzył wojewodę.
Dwory i rezydencje
Imponująca była liczba zamków i siedzib obronnych związanych ze Spytkiem, choćby tylko przez krótki okres jego burzliwego życia. Do dóbr dziedzicznych należały rodowe gniazda: Melsztyn i Książ, stanowiące mocne filary pozycji rodu. Jednak prawdziwy rozmach przyniosły nadania królewskie. Wśród posiadłości i ośrodków pozostających w różnych okresach pod jego władzą znajdowały się Sambor, Kamieniec Podolski oraz inne twierdze na wschodnich rubieżach monarchii. Ich znaczenie wykraczało poza prywatny prestiż. Były centrami administracji, gospodarki i obrony, pozwalającymi kontrolować ważne szlaki komunikacyjne oraz handlowe. Tak wielka koncentracja majątku i wpływów w jednym ręku należała do rzadkości. Spytek nie był jedynie królewskim urzędnikiem, lecz jednym z filarów monarchii jagiellońskiej.
Poczet znad Uszwicy
Także Ziemia Brzeska, jako część rozległych dóbr wojewody, stanowiła zaplecze jego wojennych przedsięwzięć. Jak wyglądał taki poczet? U schyłku XIV wieku podstawową jednostką jazdy była kopia – rycerz i towarzyszący mu giermkowie oraz służba zbrojna. Kilkanaście kopii mogło tworzyć większy oddział, a potężni możnowładcy wystawiali znacznie liczniejsze siły. W Brzesku, już zorganizowanym mieście z przywilejami magdeburskimi, można było gromadzić zapasy, wozy i konie. Miasto dawało nie tylko żywność i sprzęty, lecz także wykwalifikowanych kowali, cieśli i innych rzemieślników, bez których żadna większa wyprawa wojskowa nie mogła się obejść. Wokół, w Porębie Spytkowskiej, Okocimiu, Jasieniu, Pomianowej i Brzezowcu, mieszkali ludzie zobowiązani do świadczeń na rzecz swojego pana. Możliwe zatem, że część drużyny Spytka wywodziła się właśnie z tych ziem. Nie zachowały się jednak imienne wykazy rycerzy i służby, które pozwalałyby potwierdzić ich obecność w wyprawie nad Worsklę.
Z nadzieją nad Dniepr
Pokój na kresach wymagał siły oręża. W 1399 roku wielki książę litewski Witold podjął wyprawę przeciwko Złotej Ordzie. Kampania miała umocnić jego pozycję na Wschodzie, a jej uczestnikom obiecywano również chwałę obrońców chrześcijaństwa. Na wezwanie księcia stawili się bojarzy litewscy i rycerstwo Korony. Wśród nich jechał Spytek z Melsztyna ze swoim pocztem. Wojewoda, doświadczony polityk i strateg, miał jednak powody, by sceptycznie oceniać szanse przedsięwzięcia. Armia ruszyła na stepy naddnieprzańskie z wielkim rozmachem. Tysiące koni wznosiły tumany kurzu, a chorągwie powiewały nad głowami zbrojnych. Nadzieja rychło ustąpiła jednak miejsca rozpaczy. 12 sierpnia 1399 roku nad Worsklą, lewym dopływem Dniepru, doszło do starcia zakończonego katastrofą. Wojska Witolda zostały rozgromione przez siły tatarskie, a sam wojewoda krakowski poległ. W kraju długo nie wierzono w jego śmierć. Ponieważ nie odnaleziono ciała, czekano na powrót Spytka z tatarskiej niewoli. Rodziły się legendy o bohaterskiej walce. Opowiadano, że odrzucił darowany mu przez Edygeja kołpak, po którym Tatarzy mieli go rozpoznać i oszczędzić. Inna wersja głosiła, że nie zgodził się na ucieczkę, do której namawiał go sam Witold. Jednak rok 1399 zapisał się ostatecznie w kronikach jako czas wielkiej klęski. Jan Długosz opisywał Worsklę jako rzekę zabarwioną krwią poległych chrześcijan. Wraz ze Spytkiem zginęło wielu przedstawicieli rycerstwa, a ambitne plany Witolda legły w gruzach.
Walka o przyszłość
Śmierć wojewody była dla rodziny katastrofą. Zginął zbyt wcześnie, by umocnić się w posiadaniu ziem otrzymanych z królewskiej hojności. Ich obszar i bogactwo znacznie przewyższały dziedziczną ojcowiznę, a przyszłe znaczenie rodu miało zależeć nie tylko od rozległości dóbr, lecz także od osobistych walorów spadkobierców. W 1403 roku Jagiełło odebrał rodzinie Podole i przekazał je Świdrygielle. Kolejne królewszczyzny również przechodziły w inne ręce. Ojcowiznę małoletnich synów Spytka przejęła w zarząd jego żona Elżbieta Lackfi, niegdyś dwórka królowej Jadwigi. Podejmowała starania o zachowanie i powiększenie dziedzictwa synów. Jej główne działania gospodarcze koncentrowały się wokół dóbr brzeskich. Chłopców oddano pod opiekę spokrewnionego rodu Tarnowskich, którego przedstawiciele należeli do najważniejszych politycznych sojuszników zmarłego wojewody. Ród, który jeszcze u schyłku XIV wieku uchodził za jeden z najpotężniejszych w Małopolsce, w pierwszych dekadach XV stulecia musiał pogodzić się z utratą wielu posiadłości.
Między misją a strachem
Dla Spytka droga nad Worsklę prowadziła przez wielką politykę, układy dynastyczne i walkę o wpływy na Wschodzie. Ale dla Brzeska i jego okolic mogła zaczynać się znacznie wcześniej i gdzie indziej. W stajniach, gdzie liczono konie. W kuźniach, gdzie kuto podkowy. W spichlerzach, z których zabierano zboże. W domach, gdzie kobiety patrzyły, jak mężczyźni przygotowują się do drogi dłuższej niż wszystkie dotychczasowe. Nad rzekę, której nazwy większość z nich zapewne nigdy nie słyszała. Wyprawę nad Worsklę ubrano w kostium religijnej misji. Obrona wiary, chrystianizacja Wschodu, cywilizacyjny obowiązek – słowa, które dobrze brzmiały w politycznym uzasadnieniu. Ale gdy patrzy się na wydarzenia od zaplecza, z perspektywy ludzi wyruszających na wojnę, trudno nie dostrzec rozdźwięku między wielkimi ideami a zwyczajnym ludzkim losem. Historia Spytka jest pod tym względem zaskakująco aktualna. Wielka polityka wciąż lubi mówić o ideach, wartościach i misjach. Codzienność często sprawdza je w strachu i stracie. Śmierć wojewody nad Worsklą zakończyła jego niezwykłą karierę. Nad Dunajcem i Uszwicą rozpoczął się wtedy proces mniej widowiskowy, ale równie istotny – walka o zachowanie tego, co zostało.